Co ludzie gadają choć pojęcia nie maja
Blokersi stanowią coraz większy procent młodzieży zamieszkującej powiat wołomiński. Jest to zjawisko charakterystyczne dla niemal wszystkich rozwijających się regionów w Polsce, a nawet na świecie. Ich życie to pasmo zmagań z brutalną rzeczywistością.

- Połowę życia siedzę na osiedlu - powiedział nam w rozmowie jeden z mieszkańców powiatowego blokowiska. Czy rozmówca "Faktów.wwl" mówił dosłownie, czy taką drastyczną metaforą chciał dać do zrozumienia, jaką rolę w jego życiorysie odgrywa osiedle? Może chciał zaznaczyć, gdzie są jego korzenie i że się tego szczerze nie wstydzi. Chyba jest z tego nawet jak najbardziej dumny... Wychowali się i najprawdopodobniej spędzą większość swojego życia na "osiedlowej ławce", czyli na lokalnym osiedlu. Niektórzy mówią o nich BLOKERSI.
Walka o przetrwanie
Większość z nich ma ok. 20 lat. Swoją edukację zakończyli w szkole średniej, w
której często nie dobrnęli do matury. Ci, którzy kształcą się dalej, są
wyjątkiem. Inni pracują, odbywają służbę wojskową - ewentualnie od niej uciekają
- lub są bezrobotni.
Mieszkają z rodzicami. Na pytanie o sytuację rodzinną najczęstszą odpowiedzią
były skargi na konflikty w domu: kłótnie o pieniądze, brak pracy, kłopoty z
nauką. To prowokuje młodych ludzi do wyjścia na ulicę i życia jej
rzeczywistością, pokusami, groźbami i przywilejami.
Tu zaczyna się walka o przetrwanie i szacunek towarzyszy. Jednak nie przesłania
im ona wyższych celów. - Chcę skończyć dobrą szkołę, mieć satysfakcjonujące
pracę i zarobki, a wtedy pomyślę o dziewczynie i może założę rodzinę - zwierza
się jeden z nich.
Bezczelni policjanci
Swój wolny czas spędzają najczęściej na ławce, która stała się niemal
symbolicznym miejscem tego pokolenia. Od czasu do czasu organizują imprezy, żeby
się rozerwać i wyżyć się na parkiecie. Czasami - jak wszędzie - tym zabawom
towarzyszy alkohol, środki odurzające, głośna muzyka i hałas. Jest to punkt
zapalny między BLOKERSAMI a lokalnymi organami ścigania. - Nagle wpadają w
środku imprezy, każą rozejść się do domów. Zdarza się, że bardziej krewkich
imprezowiczów zabierają na komisariat lub pacyfikują przy pomocy gumowych pałek
na miejscu - relacjonuje wysoki chłopak w czapce z daszkiem i szerokich
spodniach. - I do tego prawie dzień w dzień bezczelnie nas spisują - dodaje jego
towarzysz.
Bogate ubóstwo
- Sąsiedzi uważają nas za złodziei i narkomanów. Dlatego, że palimy trawkę,
słuchamy hip hopu lub techno i nie przesiadujemy przed telewizorem tak jak oni
przez cały dzień, tylko wolimy przebywać na świeżym powietrzu. Wypraszam sobie
te bezpodstawne zarzuty! - oburza się jeden z młodych ludzi.
Od swoich rówieśników różnią się tym, że większość życia spędzili na ulicy. Czy
są przez to ubożsi? Finansowo niektórzy może tak, w wykształcenie pewnie także -
choć nie wszyscy. Za to na pewno są doświadczeni przez brutalne i bezwzględne
życie, w którym mógł liczyć na siebie i swoich towarzyszy.
- Są tacy, którzy nie mają nawet takiej ławki, nie mówiąc już o dachu nad głową
i jedzeniu. My to wszystko mamy, także nie będziemy narzekać - kwituje naszą
rozmowę dwudziestoletni bezrobotny.
tomeksienkiewicz@fakty.wwl.pl