Co ludzie gadają choć pojęcia nie maja


Melanż i spray

Hip hop to skejt, czyli rolki lub deska, rower bmx, break dance, graffiti. Ale prawdziwi blokersi są inni: bierni i ubodzy Gdy tańczą w monotonny rytm muzyki, wydają się podobni do siebie: krótko ostrzyżeni, w dresowych bluzach z kapturem, w adidasach. Stoją blisko sceny, dziewczyny tańczą z tyłu. Co chwila jakiś śmiałek próbuje wdrapać się na górę, bliżej zespołu, ale jest zganiany przez ochronę. Niektórzy sa podpici, inni po marihuanie. Jak to na hiphopowych imprezach. - Kocham hip hop, bo to muzyka dla ludzi, muzyka miasta - mówi Łukasz, licealista, uczestnik koncertu. Przyszedł, by posłuchać zespołu Molesta. Hip hop to rapujący monolog i pod komputerowy rytm. To również cały blokersowski styl: skejt, czyli rolki lub deska, rower bmx, break dance, graffiti. Wszystko to, co można robić przed blokiem lub na podwórku kamienicy. To mnie kręci - Blokersi to tacy kolesie co siedzą kolo swoich bloków, piją piwka, jeżdżą, tańczą, malują, rymują i bitboksują - mówi 17-letni Vena, szczupły chłopak w czapeczce z daszkiem, spotkany na koncercie hiphopowego zespołu Molesta. Uczy sie w Liceum Ogólnokształcącym Umiejętności Twórczych na specjalności architektonicznej. - Chciałbym zostać architektem. A jak się nie uda, to będę robić przekręty, tak jak moi rodzice - mówi. Na razie "maluje" i "rymuje", czyli natryskuje graffiti na ścianach i próbuje być hiphopowym solista. - Dla mnie najważniejsze jest graffiti, bo to wszyscy widzą. To mnie kreci. Maluje od czterech lat, czyli od małolata. Kupowałem spreje, robiłem głupie napisy. Teraz już się nauczyłem. Robię tylko czarno-srebrne napisy, na jeden wychodzi jedna czarna i jedna srebrna puszka. A jeśli coś zostanie, to mażę po wszystkim, co się da. Kiedyś byłem chuliganem, a teraz tylko wandalem - śmieje się Vena. Jego pseudonim widnieje na wielu blokach łódzkich Dołów. Każda dzielnica ma miejsce, gdzie schodzą się blokersi. Na Chojnach to pomnik Matki Polki, na Dołach okolice Akademii Sztuk Pięknych. Tam organizowane są czasem większe zabawy, konkursy jazdy na desce i zawody we fristajlowaniu, czyli improwizowaniu hiphopowych monologów. Polski hip hop zaczął się na początku lat 90. od nocnej audycji Bogny Świątkowskiej w warszawskim Radiu Kolor. Najpierw puszczała głównie amerykański rap, ale wkrótce wokół niej skupili sie polscy wykonawcy tej muzyki. Dziś hip hop to najpopularniejsza polska muzyka młodzieżowa, którą interesują sie wielkie wytwórnie płytowe, a czołowi wykonawcy zarabiają krocie. Opowiada o życiu na osiedlach, o kłopotach z dziewczynami i policja. Hip hop znalazł swego portrecistę w osobie Sylwestra Latkowskiego, który poświęcił tej subkulturze głośny film. Zatytułował go "Blokersi", gdyż przyjęło się, że ta muzyka wyraża uczucia młodzieży z blokowisk. To jest cały melanż – „Nie mógłbym mieszkać poza Dołami. Kręcimy się po osiedlu, zaglądamy tu i tam, jak jest jakiś znajomy, to go zabieramy. Najebiemy się, potem może być jakąś awanturka albo zarywanie panienek. To jest cały melanż. Nieważne, pada deszcz czy śnieg, melanż może być nawet na klatówie jakiejś. Byle na głowę nie kapało” - mówi Vena. Film Sylwestra Latkowskiego ma efektowne zdjęcia, zrealizowane w konwencji hiphopowych pisemek. Prawdziwy wizerunek młodzieży z miasta jest jednak mniej kolorowy. Aktywni uczestnicy hiphopowej subkultury, tacy jak dobrzy grafficiarze, muzycy, skatersi czy tancerze, nie są typowymi blokersami. Oni już coś robią. Zwykli blokersi są niesłychanie bierni. Czasem wynika to po prostu z ich ubóstwa. - Siedzą pod blokiem, bo nie stać ich na to, żeby gdzieś pójść. Mieliśmy atrakcyjny wyjazd do "zielonej szkoły". Kosztował 140 złotych. Zgłosiło się tylko 20 osób. Na szkole, w której jest 200 uczniów - mówi Jadwiga Kuswik, dyrektor Gimnazjum nr 44 przy ul. Deotymy. Wrzeszczeli i przeklinali Dla starszych mieszkańców bloków i kamienic ci prawdziwi blokersi to plaga. – „Kiedyś mieliśmy przed blokiem ławeczki. Musieliśmy je rozmontować, bo w nocy nie dało się wytrzymać. Wrzeszczeli, przeklinali, macali się z dziewczynami. Sam widziałem, jak dziewczyna rozpięła chłopakowi rozporek” - mówi starszy mężczyzna, mieszkaniec bloku przy ulicy Deotymy 5 na Dąbrowie. – „Są dwie kategorie ludzi, którzy nie zajmują się dziećmi. Zamożni tego nie robią, bo nie maja czasu, a menele, bo tego nie mają w zwyczaju. Ich synowie i córki przestają po klatkach, nie mają żadnych zając, nawet nie uprawiają sportu. Po prostu trwają w letargu. A potem często wyrastają z nich tacy sami menele, jak ich rodzice. W moim bloku ja jeden uprawiałem sport, uczyłem się. Po pewnym czasie zaczęli mówić takim językiem, że przestawałem ich rozumieć. Każdy z nich już siedział” - wspomina Sławek mieszkający w bloku na Dąbrowie. – „Blokersi to wyjątkowo głupi termin, gdyż wyraża przekonanie, że miejsce, w którym mieszkamy, określa to, kim jesteśmy. W blokach słucha się nie tylko hip hopu. Tam też słucha się Mozarta i Wagnera. I są rodziny, w których dzieci normalnie uczą się i odrabiają lekcje, rodzice z nimi rozmawiają i nie pozwalają włóczyć się po nocach” - mówi socjolog Andrzej Rostocki. (pas)

 

 



< WSTECZ