Co ludzie gadają choć pojęcia nie maja


Uciec z wielkiej płyty

Hip-hop to moja muzyka Uciec z wielkiej płyty Pojechałem na imprezę "Blokersi". Nie spotkałem tam blokersów, ale hiphopowców. To młodzi ludzie z ambicjami i marzeniami. Termin "blokersi" wymyślił dziennikarz Gazety Wyborczej Robert Leszczyński, w tekście o śmierci 21-letniego Tomka Ostrowskiego, mieszkańca blokowiska na warszawskim Gocławiu. Tomek zginął w wyniku przypadkowej bójki. Jedni siedzieli pod blokiem, przyszła druga grupa spod innego bloku z bejsbolami. I Tomek zginął. Bo "na betonie kwiaty nie rosną", jak śpiewał, dla mojego, hipisowskiego pokolenia Wojtek Korda, "na betonie nic się nie rodzi". W każdym razie nic dobrego. W Olsztynie tez niedawno doszło do bójki, na osiedlu Generałów. Interweniowała policja. Na szczęście jeszcze tym razem nikt nie zginął. Byli tylko ranni. Bluzy i polary W sobotę, 10 listopada, po ósmej wieczorem przy ul. Knosały na klubowy autobus czekała spora grupa młodzieży, ubrana w ortalionowe kurtki, polarowe bluzy z kapturem, szerokie spodnie z obniżonym krokiem. Przeważnie krótko ostrzyżeni. Przed wyjazdem zaopatrzyli się w sklepie w puszkowe piwo. Podjechał autobus. Ruszyliśmy. W środku pytam stojącej obok nastolatki, dlaczego jedzie na te imprezę. - Bo lubię hip-hop, to moja muzyka - odpowiada Monika. Zaczęła studia w Olsztynie na technologii żywności, a jest z toruńskiego blokowiska Rubinkowo. Trawa i klimaty Dojechaliśmy, część młodzieży idzie za jakieś budy, zajarać, czyli wypalić marihuanę. W klubie jestem jedynym facetem po 40. Dosiadam się do Marcina lat 18, ucznia zawodówki samochodowej, Łukasza, lat 20, ucznia zaocznego technikum samochodowego. Są z osiedla Kormoran. Ich rodzice ze swoimi zarobkami ledwie dociągają do końca miesiąca. Łukasz bezskutecznie szuka stałej pracy, by pomóc rodzinie. Nie trąca jednak nadziei, ze po szkole będą pracować, a z czasem założą własny warsztat. - Blokersi to młodzi ludzie, którzy siedzą pod blokami, bo nie ma co robić, każdy dzień jest tak samo szary, czasami piwo wypija, czasami wypala jointa - wyjaśnia Łukasz. - Paliłem "trawkę" trzy lata temu, ale wyrosłem z tego. Nie potrzebuje juz takich "klimatów". Teraz tylko piwo wypije. Ale my nie jesteśmy blokersami, jesteśmi od pięciu lat hiphopowcami. Wolimy tańczyć Co to jest hip-hop, wytłumaczyli mi młodzi ludzie, tańczący break-dance. Są juz trzecim pokoleniem, które tańczy w olsztyńskiej grupie Break Body Crew. Pierwsze pokolenie zaczynało w 1991 roku. Część z nich mieszka w blokowisku na Pieczewie. To największa dzielnica Olsztyna, zamieszkana przez 35 tys. ludzi. Wszyscy się uczą. Rafał, lat 17, odnosi w szkole sukcesy jako cukiernik. - Hip-hop to styl życia - tłumaczy mi najstarszy, 21-letni Michał (dredy na głowie), student I roku pedagogiki. - Hip-hop obejmuje kilka kultur; są tancerze (break boys), czyli my, didzeje, czyli samplerzy, i MC (Master of Ceremony), czyli piszący i śpiewający swoje teksty (melorecytacje na podkładzie basu i perkusji) oraz grafficiarze, czyli robiący "wrzuty" (malujący) na murach i pociągach. Oni wybrali taniec. Co potrafią, pokazali w Cosmo tego wieczoru. Piruety na głowie i inne łamańce robiły wrażenie. Oni nie maja problemu, co zrobić z wolnym czasem. Ich problem to brak stałej sali i sponsorów. Żeby tak perfekcyjnie tańczyć - ich grupa zdobyła Mistrza Polski w 1994 roku - trzeba dużo i regularnie ćwiczyć. Do trzech godzin codziennie. - Nie jestem blokersem - oburza sie17-letni Dominik, uczeń technikum kolejowego. - Czytałem w gazecie, ze blokersi to młodociani przestępcy z bloków. My nie kradniemy i nie ćpamy, wolimy tańczyć! Blokersi i "Blokersi" Kolejny punkt imprezy w Cosmo. Projekcja filmu "Blokersi" Sylwestra Latkowskiego. Prezenter muzyczny Teleexpresu Irek Wrona powiedział o tym filmie, ze "pierwsze posiedzenie Sejmu powinno zacząć się od projekcji tego film, żeby rządzący naszym państwem zobaczyli, co się w nim tak naprawdę dzieje". Irek Wrona głęboko się myli. Film "Blokersi" nie jest o blokersach, ale o polskich hiphopowcach. O takich samych nastolatkach, jakich poznałem w Cosmo, uczących się, szukających swego miejsca w życiu. W latach 70. byli to hippisi, w latach 80. punkowcy, buntujący się przeciwko rzeczywistości stanu wojennego, a w latach 90. i obecnie hiphopowcy, którzy śpiewają o tym "co się k... dookoła dzieje!" - jak mówi w filmie jeden z didżejów. Marzenie DJ-a Kostka W Cosmo wystąpił jeden z bohaterów filmu "Blokersi" 23-letni DJ Kostek, z grupy hiphopowej Gramatik. To był jego 101. koncert. Z zawodu informatyk, studiował socjologie i nauki polityczne, ale przerwał na II roku, bo nagrywał płytę. Mieszka z rodzicami na warszawskim Bemowie. To oczywiście blokowisko, wielka płyta. Mieszkanie jest na parterze, wiec wszystkie okna zakratowane. - Hip-hop to możliwość ucieczki od problemów dnia codziennego, od braku pracy, od życia w blokowisku, od przestępczości - tłumaczy DJ Kostek. - Hip-hop narodził się w latach 80. w Bronxie, najstraszniejszej dzielnicy Nowego Jorku, zamieszkanej przez czarnych. Ale ja odbiegam od schematu hiphopowca, bo polski hiphopowiec musi palić marihuanę, nienawidzić policji i "rymować ulice" (posługiwać się ulicznym żargonem). A ja ani nie pale, ani nie mam w nosie policji, bo uważam, ze jest potrzebna, nie byłem relatywista, jestem wierzący, rodzice wychowali mnie na porządnego człowieka. - O czym marze? O czym wszyscy marzą... by uciec z wielkiej płyty.

 Adam Jerzy Socha

 



< WSTECZ