Co ludzie gadają choć pojęcia nie maja
Blokersi i szalikowcy
Jak walczyć z chuligaństwem? - Zagospodarowując młodzieży
wolny czas - zgodnie proponują policjanci i samorządowcy. Czy są jeszcze
miejsca, gdzie nie dochodzi do bojek i pobić? Czasy, ze najłatwiej było
"oberwać" na wiejskiej dyskotece dawno mineły. Dzisiaj można zostać zaatakowanym
pod własnym blokiem przez grupe wyrostków albo podpitych szalikowców wracających
z meczu piłki nożnej. Jak policja chce walczyć z chuliganami? Funkcjonariusze
podkreślają, że młodych nie można pozostawiać samym sobie. W ubiegłym roku
policja odnotowała ponad 14 tys. przypadków bojek i pobić. Ile ich było w
rzeczywistości, nie wiadomo.
- Zgodnie z kodeksem karnym o bojce można mówić wtedy, gdy uczestniczą w niej co
najmniej trzy osoby - tłumaczy nadkomisarz Wiesław Ciepiela z lubuskiej policji.
- Dla zwykłego człowieka bojka jest, gdy ktoś się bije. W myśl przepisów jednak,
gdy bija się dwie osoby dochodzi do naruszenia nietykalności osobistej. W
Lubuskim w ubiegłym roku oficjalnie odnotowano 470 bojek i pobić.
- To przestępstwo "widoczne" dla ludności - mówi nadkom. Ciepiela.
- Do większości bojek dochodzi w miastach, w miejscach gdzie spotyka się
młodzież, w lokalach. Niestety, mimo iż zapewnienie porządku w pubach czy
dyskotekach należy do obowiązków właściciela lokalu, w praktyce należyta ochrona
nie jest zapewniana.
- Przypadki takich bójek po prostu nie są zgłaszane - wyjaśnia podinspektor
Jarosław Berger, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi. -
Widzimy, że się bija, interweniujemy, ale nikt nie składa oficjalnych
zawiadomień i oficjalnie przestępstwa nie ma. Skarg prywatnych szalikowcy tez
nie zgłaszają. Czy jest metoda zapobiegania burdom i bojkom pomeczowym? - W
jednym z programów telewizyjnych "kibic" na pytanie, czy byłby w stanie zabić
dla swojego klubu, odparł, że tak - mówi podinsp. Berger. - Z tymi ludźmi nie ma
rozmowy. Tutaj nie ma mowy o jakiejś prewencji. Możemy tylko interweniować,
wysyłać ogromne siły policyjne i mieć w tym środowisku rozeznanie. Chuligańskie
wybryki i bojki coraz częściej zdarzają się na wielkich osiedlach -
blokowiskach. Cale grupy młodzieży, tzw. blokersi, okupują skwery, klatki
schodowe. Właśnie oni doprowadzają do bojek. Dwa lata temu na warszawskim
Służewcu rozpanoszyły się osiedlowe bandy. Najpierw tylko stali do późnej nocy
pod blokami, potem zaczepiali i atakowali przechodniów, bili się miedzy sobą.
Trafili za kratki dopiero wtedy, gdy zabili jednego z mieszkańców. Z plaga bojek
poradzili sobie nowojorczycy. Stwierdzili, że większości tych przestępstw
dokonują ludzie młodzi i członkowie ulicznych gangów. Nowojorska policja
opracowała program przeciwdziałania bandytyzmowi. Przede wszystkim wszyscy
wagarowicze byli wyłapywani i odstawiani do rodziców. Jednocześnie zwiększono
liczba godzin zajęć pozalekcyjnych, szkoły i sale gimnastyczne otwarto dla
młodzieży również w weekendy. Uznano, że nie można pozwolić uczniom na to, by
zaczeli się nudzić, a z nudów wychodzili na ulice.
Jak jest u nas? - Młodzi ludzie nie maja zajęcia, nie maja gdzie rozwijać swoich
zainteresowań. Nie stać ich przecież na wynajmowanie sal gimnastycznych - mówi
Andrzej Browarek z warszawskiej policji. - Zaczynają od stania na klatkach,
przed blokami. A potem dochodzi do popełniania przestępstw.
Magdalena Rubaj